Oddali hołd Westerplatczykom

Pracownicy rzeszowskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w środę 1 września odwiedzali groby spoczywających na Podkarpaciu żołnierzy, którzy we wrześniu 1939 r. walczyli na Westerplatte. Swój grób na cmentarzu w Rozwadowie ma kpr./ppor. Bronisław Kochan, patron 54. Stalowowolskiej Drużyny Harcerskiej ZHP.

Na Podkarpaciu swoje groby ma kilku Westerplatczyków. W Jarosławiu spoczywają kpr./ppor. Władysław Goryl i plut. Józef Bieniasz. W Zarszynie grób ma kpr. Stefan Zimny, a w Niebylcu sierż. Jan Ziomek, kierowca mjr. Henryka Sucharskiego, ostatniego dowódcy placówki na Westerplatte. Staraniem IPN grób sierż. Ziomka został ostatnio odnowiony. Na cmentarzu na Rozwadowskiej Górce od 29. lat spoczywają prochy kpr. Kochana.

Urodził się 8 sierpnia 1916 r. w Charzewicach. Miał dwóch braci i cztery siostry. W Rozwadowie skończył szkołę powszechną, a naukę kontynuował w Szkole Podoficerskiej dla Małoletnich w Nisku. Po niej w stopniu st. Strzelca został skierowany do 3. Pułku Piechoty Legionów w Jarosławiu. Jako kapral został w marcu 1939 r. skierowany na Westerplatte, gdzie miał pełnić nadterminową służbę do końca marca 1940 r. – Dla mnie to była satysfakcja. Trafiłem, można powiedzieć, na zagraniczną placówkę, bo przecież Gdańsk nie należał wtedy do Polski. Poza tym morze… To imponowało i jeszcze wyższy żołd, co też się liczyło. Nie wiedzieliśmy, co nas spotka. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem morze. Na Westerplatte przypadło mi pełnić funkcję rozprowadzającego, zastępcy dowódcy wart w plutonie wartowniczym – opowiadał pod koniec swojego życia. A życie go nie oszczędzało. Po siedmiu dniach obrony Polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte trafił do obozu jenieckiego Stablack (Stabławki – Kamińsk) w okolicach Królewca. Przeżył go, a końca wojny doczekał jako robotnik w gospodarstwie rolnym w Schenewitze.

Po zakończeniu wojny wrócił do rodzinnych Charzewic. Dwa lata później ożenił się i podjął się pracy w rozwadowskim węźle kolejowym. Komunistyczna władza zrazu przykleiła mu etykietę „sanacyjnego żołnierza” i podążała za świeżo upieczonym kolejarzem krok w krok. – Wezwania na UB, nachodzenie w domu. Żona wyliczyła średnią: Co drugi dzień albo ja szedłem na wezwanie, albo oni czekali na mnie pod furtką, gdy po pracy wracałem do domu – wspominał w pierwszych miesiącach III RP. Nawet po odwilży 1956 r. esbecy przypominali mu o sobie. Owa odwilż spowodowała jednak, że w 1957 r., w Kielcach doszło do pierwszego spotkania żyjących żołnierzy z Westerplatte. Później spotykali się co 5 lat. Pamiętne spotkanie Westerplatczyków odbyło się 8 grudnia 1989 r. w Warszawie. 47. żyjących żołnierzy z Westerplatte odebrało wtedy Srebrne Krzyże Orderu Virtuti Militari, przyznane 3 września 1939 r. przez marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego. B. Kochan odebrał wtedy też awans na podporucznika.

W 1980 r. Westerplatczyk z Charzewic przeszedł na emeryturę. Dziesięć lat później z żoną wyleciał do Kanady, w odwiedziny do syna. Tam zachorował i latem 1991 r. zmarł. Wszystkie oszczędności rodzina wydała na leczenie i nie było już pieniędzy na sprowadzenie zwłok do kraju. Ciało zostało skremowane. 21 marca 1992 r. odbył się pogrzeb Bronisława Kochana. – Był człowiekiem skromnym. Nie obnosił się ze swym bohaterstwem, nie wyciągał ręki po odznaczenia, nie ustawiał się do kamery, nie pozował do zdjęć. I to czyni go wielkim – wspominał go kolega z Westerplatte. W 1994 r. uczniowie Szkoły Podstawowej nr 3 im. Bohaterów Westerplatte umieścili na jego grobie „Znak Pamięci – Westerplatte 1 IX – 7 IX 1939”. Ppor. Kochan w Stalowej Woli ma swoją ulicę.

jc

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments